poniedziałek, 18 stycznia 2010

Narzędzia: Gestalt

Czas moich humanistycznych studiów był czasem, kiedy z wypiekami na twarzy, z rozwianym włosem i błyskiem w oku biegałam wieczorami do pękającej w szwach auli na wykłady śp. ks. prof. J. Tischnera. Kiedy słuchałam o Buberze i Levinasie, a później z zacięciem szukałam ich książek po całym Krakowie i ślęczałam nad nimi od wieczora do rana, chłonąc myśli, wartości, które natychmiast stawały się moje. Każdą swoją akademicką pracę kleciłam na bazie filozofii dialogu i Tischnerowej filozofii dramatu. Doktorat napisałam o tragedii humanistycznej m.in. po to, żeby oprzeć go na filozofii dramatu.
Relacja, spotkanie, kontakt z Innym, z Ty... - sedno wszystkiego, co ważne i warte zachodu.
Emocjonowałam się budowaną na tym aksjologią, ale cała ta moja przygoda rozgrywała się w ścianach czytelni, w ciasnym kręgu światła rzucanego na stół przez biblioteczną lampkę. W pojedynkę.

Czas jednak zatoczył krąg i oto po wielu, wielu latach, po tym, jak aktywnie zaczęłam się przekwalifikowywać i wychodzić z murów czytelni do ludzi, trafiłam na trening interpersonalny prowadzony metodą Gestalt, a więc oparty na pracy na relacji, na szczerości, na emocjach.
I na tym treningu po raz pierwszy w życiu doświadczyłam prawdziwego, żywego, pozaksiążkowego spotkania z Innym, z Mistrzem. Olśnienie i odkrycie najwyższej rangi.

Gorączkowo szukam po katoalogu on-line Jagiellonki i po allegro książek, które od nowa zapalą mi myśl i mnie na nowo zainspirują. Kliknęłam właśnie B. Barana Filozofię dialogu.


Już zawsze chcę się w ten sposób spotykać z twarzą INNEGO - prawdziwie, w szczerości, bez maski. Jedyne w swoim rodzaju, metafizyczne doświadczenie. Chcę zrobić z niego podstawę swojego działania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz