Coachingu po raz pierwszy spróbowałam w Wyższej Szkole Europejskiej na zarządzaniu zasobami ludzkimi.
W tym samym czasie stykałam się z kolejnymi nowymi ideami: z CSR-em, z zarządzaniem partycypacyjnym Ryszarda Stockiego, obwąchiwałam niezmiennie królujące w kanonie czysto behawioralne podejście do zarządzania... ludźmi (może nie "zasobami").
Wrzucałam to wszystko po kolei do swojej nowo tworzonej zupy, oczekując, że wyjdzie mi z tego jakiś zupełnie nowy, odpowiedni dla mnie smak.
Nieskażona dotąd żadną wiedzą ani doświadczeniem z sektora "profit", po wyjściu z cieplarnianego środowiska akademickiego, w którym niewiele się wie o dżungli współcześnie toczącego się życia, świeżym okiem mogłam taksować różne kształtujące się w nim procesy, relacje, zjawiska.
Po narysowaniu swojego "demona przeszłości" w ramach jednego z ćwiczeń coachingowych ze zdumieniem zauważyłam, że szary, zwiędły demon ma w sobie pewnien pulsujący żywą barwą element - książkę w płóciennej czerwonej oprawie, zapewne jakiś druk z tekstem napisanym klasyczną greką, taki, jakie tonami znosiłam na swój stolik w czasie długich wieczornych posiedzeń w Bibliotece Jagiellońskiej. Narysowałam go całkiem bezwiednie jako jeden z nieodłącznych atrybutów własnej przeszłości. Okazało się, że jest on jedynym komponentem tego obrazu, który przyciąga wzrok. W moim demonie było jednak coś "życiowego", coś do wykorzystania, coś, co być może jeszcze kiedyś się przyda. Mimo że grecki starodruk, niepraktyczny, nikomu do niczego niepotrzebny, wiedza hermetyczna, nie do przekazania i nie do przetworzenia, pozornie nieprzekładalna na żadną praktykę, to jednak - równocześnie - to znak pasji, autentycznego zaciekawienia, tom z dumą dźwigany pod pachą i wertowany drżącymi dłońmi, symbol mojego "przepływu" (flow).
Tak, to trzeba zapamiętać i zachować. Chcę takiego przepływu doświadczać cały czas. On bedzie punktem wyjścia i on mnie będzie wspierał. Choć jeszcze nie wiedziałam wtedy, w jakiej formie.
Jestem humanistką. Mimo że wypadłam z zawodu uczelnianego naukowca, nadal wierzę w sens swoich studia humaniora. I nadal chcę wcielać w życie to, czego się tam nauczyłam.
Do dżungli współczesnego życia, do bezdusznego korporacyjnego świata, gdzie za progiem zostawia się swoje... człowieczeństwo, albo przynajmniej jego połowę, chcę wnieść od nowa wiarę w przekonanie, że homo propter quem omnia, że człowiek to osoba, całość, że nie dzieli się na korporacyjnego i późnowieczornego-osobistego, że należy mu się szacunek, i że NIE JEST ZASOBEM.
Postanowiłam zatem tak: będę czymś w rodzaju coacha/konsultanta. Ale stworzę sobie ten zawód sama, od nowa, dla siebie, wedle własnych standardów etycznych i własnych wartości. Nie będę pompować w ludzi nowej energii do podnoszenia wyników i efektywności, ale będę ich uczyć od nowa, że są ludźmi, będę im towarzyszyć w ich poszukiwaniu człowieczeństwa. I zobaczymy, kto osiągnie lepsze... wyniki :).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz