Analizując swoją pracę tuż po serii sesji coachingowych z indywidualnymi klientami, stwierdziłam, co następuje:
- procedura (jakakolwiek!) bywa pomocna, skuteczna, nawet bardzo potrzebna, nadaje sesji strukturę, pozwala trzymać pod kontrolą realizację postawionych sobie przez sesją celów, czasem cos mi uprawomocnia, uzasadnia, utwierdza mnie w słuszności podjetego działania, ale jednocześnie...
- ...procedura potrafi mnie hamować, ograniczać; obecność procedury stawia mnie w lekko spinającej sytuacji bycia ocenianą/rozliczaną z poprawności realizacji procedury.
[Stop! autocoaching: to nie procedura mnie ogranicza, to JA się jakoś ograniczam procedurą!]
- Kiedy wychodzę poza procedurę, czuję się swobodniej, naturalniej, jestem prawdziwa, a tym samym okazuję się bardziej skuteczna: zyskuję więcej informacji, głębszy wgląd, o wiele lepszą, bardziej intymną, otwartą relację z klientem. Czuje się bardziej wsierająca dla klienta poza/obok procedury.
- Świadomie rezygnuję z procedury albo ją skaracam/modyfikuję na potrzeby chwili, w miarę rozwoju zdarzeń i dynamiki sesji.
- Im bardziej ide na zywioł, tym spontanicznej, głębiej wychodze do kienta.
- "Pójście na żywioł" daje stworzyć głębszą relację, ale też jednocześnie wyrzuca na głębsze wody - na obszary mniej bezpieczne, bo mniej przewidywalne, bez wyntylu bezpieczeństwa w postaci dystansu, który w każdej chwili umożliwiałby cofnięcie się o krok z relacji.
- Jednakże satysfakcja z tego, co osiagam dzięki "pójściu na żywioł" rekompensuje brak kół ratunkowych oraz zagłusza ewentualne wyrzuty sumienia z poowdu "metodologicznej niepoprawności".
- Dzięki wychodzeniu z procedur, jednocześnie je oswajam i adaptuję do własnych potrzeb. Nie stosuję sztampowych powiedzonek-wytrychów-kalek z coachingowego angielskiego, które tak mnie wkurzają swoją nienaturalnością i całkowitą niezrozmiałością dla ludzi spoza branży. Po prostu - słucham i rozmawiam.
- Wnioski i życzenia: chciałabym swobodniej, naturalniej posługiwać się procedurami. Czuję, że będę w pełni usatysfakcjonowana pracą z procedurą, kiedy sobie tę procedurę całkowicie zinternalizuję. Przy swoim wychodzeniu z procedur potrzebuję wsparcia mistrza-superwizora - żeby się w tym wszystkim nie pogubić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz