czwartek, 28 stycznia 2010

Narzędzia: wszelkie procedury

Analizując swoją pracę tuż po serii sesji coachingowych z indywidualnymi klientami, stwierdziłam, co następuje:

- procedura (jakakolwiek!) bywa pomocna, skuteczna, nawet bardzo potrzebna, nadaje sesji strukturę, pozwala trzymać pod kontrolą realizację postawionych sobie przez sesją celów, czasem cos mi uprawomocnia, uzasadnia, utwierdza mnie w słuszności podjetego działania, ale jednocześnie...

- ...procedura potrafi mnie hamować, ograniczać; obecność procedury stawia mnie w lekko spinającej sytuacji bycia ocenianą/rozliczaną z poprawności realizacji procedury.

[Stop! autocoaching: to nie procedura mnie ogranicza, to JA się jakoś ograniczam procedurą!]

- Kiedy wychodzę poza procedurę, czuję się swobodniej, naturalniej, jestem prawdziwa, a tym samym okazuję się bardziej skuteczna: zyskuję więcej informacji, głębszy wgląd, o wiele lepszą, bardziej intymną, otwartą relację z klientem. Czuje się bardziej wsierająca dla klienta poza/obok procedury.

- Świadomie rezygnuję z procedury albo ją skaracam/modyfikuję na potrzeby chwili, w miarę rozwoju zdarzeń i dynamiki sesji.

- Im bardziej ide na zywioł, tym spontanicznej, głębiej wychodze do kienta.

- "Pójście na żywioł" daje stworzyć głębszą relację, ale też jednocześnie wyrzuca na głębsze wody - na obszary mniej bezpieczne, bo mniej przewidywalne, bez wyntylu bezpieczeństwa w postaci dystansu, który w każdej chwili umożliwiałby cofnięcie się o krok z relacji. 

- Jednakże satysfakcja z tego, co osiagam dzięki "pójściu na żywioł" rekompensuje brak kół ratunkowych oraz zagłusza ewentualne wyrzuty sumienia z poowdu "metodologicznej niepoprawności".

- Dzięki wychodzeniu z procedur, jednocześnie je oswajam i adaptuję do własnych potrzeb. Nie stosuję sztampowych powiedzonek-wytrychów-kalek z coachingowego angielskiego, które tak mnie wkurzają swoją nienaturalnością i całkowitą niezrozmiałością dla ludzi spoza branży. Po prostu - słucham i rozmawiam.

- Wnioski i życzenia: chciałabym swobodniej, naturalniej  posługiwać się procedurami. Czuję, że będę w pełni usatysfakcjonowana pracą z procedurą, kiedy sobie tę procedurę całkowicie zinternalizuję. Przy swoim wychodzeniu z procedur potrzebuję wsparcia mistrza-superwizora - żeby się w tym wszystkim nie pogubić.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz