sobota, 30 stycznia 2010

Narzędzia: słuchanie czworgiem uszu

Z wrażeń po zajęciach w Szkole Profesjonalnego Coachingu:

Doszłam do wniosku, że "procedurę" słuchania "uchem rzeczowym", "uchem terapeutycznym", "uchem apelowym" i "uchem relacyjnym" mam zinternalizowana w taki sposób, jak bym chciała - tak, że posługując się nią, nie myślę o niej, nie zastanawiam się, co wcześniej, a co później, nie stosuję apriorycznie, ale po prostu - swobodnie idę za klientem, wyczulona na wszystkie sygnały z jego strony, nawet te pozacoachingowe też.

Przykład:
Pewnego razu jeden mój klient siarczyście... klął podczas sesji. Co otwarło pole do popisu dla mojego "ucha relacyjnego". Czego się dowiedziałam z tego o naszej wzajemnej relacji? Samych budujących rzeczy! - że klient dobrze, swobodnie się czuje w rozmowie ze mną, w mojej obecności, nie krępuje się, przychodzi na coaching jak "do siebie". Wysłyszałam z tego też coś "o nim": że jest mocno podekscytowany i dumny, zadowolony z siebie. I że wysyła do mnie apel: "Słuchaj i podziwiaj, co udało mi się zrobić!", i może też: "pochwal mnie, doceń mnie". Zawartość rzeczową wypowiedzi - zostawię dla siebie :).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz